W nocy z 19 na 20 stycznia 2026 roku niebo nad Polską (i konkretnie nad naszą gminą!) stało się sceną jednego z najpiękniejszych spektakli natury. Zielone, niebieskie, fioletowe i czerwonawe smugi tańczyły nad Narwią, Trześcianką, Łosinką i wieloma innymi miejscami.
Co tak naprawdę widzieliśmy?
- naładowane cząstki ze Słońca (głównie elektrony i protony) uderzyły w górne warstwy atmosfery (100–400 km nad nami).
- tlen „zapalił się” na zielono i czerwono,
- azot na fioletowo i niebiesko.
- Dzięki maksimum 25. cyklu słonecznego, którego jesteśmy świadkami właśnie teraz, owal zorzowy rozszerzył się tak bardzo, że dotarł aż do Polski.
Co na to ludy Północy? Zora polarna według wierzeń
- W tradycjach Sámi (ludność z północnej Szwecji, Norwegii i Finlandii) zorza była czymś, czego należy się bać, niż czcić. Wierzyli, że zorza jest stworzona z dusz zmarłych i to one tańczą wysoko na niebie. Zabraniało się wołania, gwizdania czy machania do świateł ponieważ można ściągnąć na siebie gniew przodków.
- W Finlandii na zorzę polarną mówi się „revontulet”, co dosłownie oznacza „ognisty lis”. Nazwa pochodzi od pięknego mitu o tym, że to lisy polarne wywołują zorzę polarną. Te ogniste lisy biegały tak szybko, że gdy ich duże, futrzane ogony ocierały się o góry, powstawały iskry rozświetlające niebo.
-W niektórych częściach Szwecji wierzono, że zorza jest pozytywnym znakiem lub podarunkiem od bogów. Upatrywali w tym obfitych zbiorów i zapowiedzi nadchodzącego szczęścia.
Dziś znamy już naukowe wyjaśnienie tego zjawiska ale emocje, które mu towarzyszą, pozostają takie same - zachwyt, niedowierzanie i poczucie, że byliśmy świadkami czegoś wyjątkowego.













